Moje wyprawy na przestrzeni dziejów - Alleluja i do przodu!


Barcelona i okolice 2006,
czyli "przecież nie przyjechaliśmy tu dla przyjemności"
wyprawa wspinaczkowa

uczestnicy:

Marta & Arek Magda & Miki Magda & Michał
Marta & Regis Magda & Miki Magda & Michał

Tym razem, jak czystej wody sybaryci, wybraliśmy na wakacje samolotem, a na miejscu wynajęliśmy dwa (!!) samochody. Kurczę, do czego to dojdzie?! Gdzie te czasy kilkudniowych dojazdów autostopem i kimania pod naiwsem skalnym? Na szczęście naszymi domami wciąż były stare dobre namioty, więc nie było tak źle ;) A tak naprawdę, to ta forma podróżowania jest naprawdę forma godna poLECENIA, bo samolot znalazł się w ekstremalnie korzystnej cenie (316 zł za osobę tam i powórt z przesiadką w Londynie!), a i wynajem samochodu na trzy osoby to w Hiszpanii wydatek przystępny nawet dla tak niezasobnych kieszeni jak nasze, bo 223 euro za dwa tygodnie (!!). No a ten komfort dojazdu w każdy rejon wspinaczkowy i nie tylko... :)) 

Podczas tych dwóch tygodni odwiedziliśmy trzy ogródki wspinaczkowe. Pierwszy - L Mussara w górach Prades - przelotnie, bo był nieosłonięty od wiatru,. a wiało solidnie. Spędziliśmy tam jeden dzień i nabraliśmy ochoty na więcej, ale w bardziej sprzyjącej porze roku (byliśmy tam na początku marca, chyba najodpowiedniejsza byłaby końcówka kwietnia). Drugi - przesłynna Siurana, która przekroczyła nasze oczekiwania i w ogóle ciężko o niej mysleć bez ochów i achów, co mam nadzieję choć w części pokazać na zdjęciach poniżej. Na koniec Monserratat, region - w odróżnieniu od poprzednich, wapiennych - zlepieńcowy i nieledwie górski w charakterze. Drogi długie, trudne techicznie (musieliśmy się nauczyć zupełnie inaczej wspinać, bo nagle - gdy klazycznych chwytów zabrakło - okazało się jak ważne we wspinaczce są NOGI). A że jeszcze wyceny wymagające, to i nasz urobek stamtąd może nieimponujący, ale satysfakcja wielka. Polecam każdemu - naprawdę Montserrat wiele nas naczyło, a mogło jeszcze sporo więcej, gdyby nie nieco kapryśna pod koniec pobytu pogoda.

Poza wspinaniem nie omieszkaliśmy zwiedzić przepięknej Barcelony i niewiele mniej urokliwych, choć znacznie mniejszych Tarragony i Girony. Również i w ich przypadku zdjęcia powiedzą chyba więcej niż słowa...


Śniadanie na piasku ;) Kemping w Cambrlis Regis
Jako się rzekło mieszkaliśmy na kempingu.



Nasz kemping (a byliśmy ewidentnie poza sezonem) wyglądał tak...


...a czasami nawet tak!



Niemcy na wakacje też przyjeżdżają dwoma samochodami Cmentarz w Sitges Cmentarz w Sitges
Oczywiście nawet "poza sezonem" na wakacje przyjeżdżają Niemcy...


... a ludzie umierają jak wszędzie.


Z tym że w Hiszpanii robią to jakby mądrzej niż u nas - ustępując miejsca żywym.

"normalny" widok na kempingu w Sitges "normalny" widok na kempingu w Sitges
ulica Huya ;)
W ogóle parę fajnych rzeczy można było tam obejrzeć, jak na przykład takie piękne, stare samochody (bez żadnego zlotu!)
czy ulica Huya w Tarragonie ;)


Region Garraf między Barceloną a Tarragoną Dolina rzeki Siurana Skały w Siuranie
Widoki oczywiście jak zwykle zapierały dech, czy były to dzieła Natury


La Iglesia de la Sagrada Familia w Barcelonie La Iglesia de la Sagrada Familia w Barcelonie Łuk tryumfalny w Barcelonie
...czy rąk ludzkich.

Kamienica projektu Gaudiego w Barcelonie Kamienica projektu Gaudiego w Barcelonie "Gotycki parking" w Barcelonie ;)
Regis na drodze w sektorze Can Facil Marta na drodze w sektorze Can Facil Miki na drodze w sektorze Can Rebotat
No, ale przecież nie przyjechaliśmy tu dla przyjemności i trzeba się było też powspinać ;)

Michał na drodze w sektorze Grau Masets Magda na drodze w sektorze Grau Masets Regis na drodze w sektorze Grau Masets

Regis na drodze w sektorze Grau Masets Miki na drodze w sektorze Can Melafots Miki na drodze w sektorze Can Melafots
Regis na drodze w sektorze Can Melafots Regis na drodze w sektorze Can Melafots Regis na drodze w sektorze Can Melafots
Regis na drodze "Mamo, Już Ospitowałem!" ;) w Can Melafots




Następna