Moje wyprawy na przestrzeni dziejów - Alleluja i do przodu!


Les Calanques 2004
wyprawa wspinaczkowa
uczestnicy:

Regis Miki
Regis i Miki łapią stopa

Ponieważ nieraz słyszeliśmy nieco, a nawet trochę więcej o tym wspinaczkowo-rajskim zakątku postanowiliśmy z Regisem wybrać się wreszcie do  Les Calanques, grupy skalnej (a właściwie górskiej, ale że położonej nad samym morzem i dość niskiej - do 600 m. wysokości bezwzględnej - to jakoś umysł broni się przed określeniem "góry") położonej tuż na południe od Marsylii.

Dojazd stopem niezbyt nam się powiódł (aż trzy doby), ale za to z powrotem było rewelacyjnie (niecałe półtorej doby). Generalnie jednak ciężko mi jednoznacznie polecić stopowanie po Francji (bo w Niemczech jak zwykle bez problemu).

Na miejscu spaliśmy pod nawisem skalnym w murze l'Ours kawałek za tzw. Grotte de l'Ours (Jaskinia Niedźwiedzia), która jednakowoż nie jest jaskinią, tylko dachem o kilkumetrowym wywieszeniu. Z kolei pod naszym daszkiem koledzy łojanci z Łodzi pobudowali kilka lat temu murki skalne wyznaczające dwa miejsca noclegowe na 2 osoby każde. Namiot przeto niepotrzebny. Mało! Mieliśmy tam luksusy! No by czyż inaczej można nazwać darmowe:

Nasza sypialnia Nasza łazienka Nasza jadalnia i umywalnia zarazem
sypialnię łazienkę czy jadalnię?

Praktyczne zagadnienia też nie nastręczały wielkich trudności do wody ok. 40 minut piechotą (kran na parkingu przy pętli autobusu nr 21 w Luminy), stamtąd jeszcze 10 minut autobusem do supermarketu Geant, gdzie jest stosunkowo tanio (ale jednak trochę drożej niż w Polsce). Patent na wodę jest taki, żeby kupić baniaki w Geancie i później raz na trzy-cztery dni schodzić z nimi do Luminy - i tak robi się dzień restowy. Myśmy mieli 32 litry na dwie osoby i raczej zawsze zostawało, a nie brakowało po tych trzech dniach :-)

Przewodnik wspinaczkowy kupiliśmy w centrum Marsylii (nie pamiętam adresu, ale można znaleźć go w sieci) za 22 euro, choć oczywiście mieliśmy nieco pecha, bo pojechaliśmy w maju, a w październiku miało się ukazać nowe, uaktualnione wydanie. Nasze było jest z 1997 roku. Mapę też kupiliśmy w centrum, w księgarni z mapami, dwie przecznice od Rue de Rome na zachód, za 7 euro.

No, ale ja tu o przyziemnościach, a przecież pierwsze powaliły nas widoki!

Cap Morgiou od wschodu - widok z naszego "mieszkania" Tenże sam o zachodzie słońca Na końcu Cap Morgiou
Najpierw morza...
Inny widok z naszego mieszkania Sektor "za rogiem" I jeszcze jeden widok - kilkadziesiąt metrów "za progiem" się ukazujący
...a potem skał!
Miki jako "blaze of glory" Sektor La Candelle Mniszek w sektorze La Candelle

Wspinanie, no tak, po to w końcu pojechaliśmy! W Kalankach jest sześć rejonów po kilkanaście sektorów każdy. My wspinaliśmy się tylko w dwóch: Luminy i Morgiou, i wystarczyło łojenia na 8 dni wspinaczkowych, a nawet śmiem twierdzić, ze starczyłoby na trzy razy tyle. W pozostałych rejonach równie dużo łojenia, więc można spokojnie jechać nawet na kilka miesięcy ;-)

Zakres dostępnych trudności kształtuje się na poziomie od 3 do 8b (sporo tak trudnych dróg) czy nawet 8c (nieliczne drogi). My się wspinaliśmy na poziomie 5b-6b i takich dróg jest multum. Równie dużo jest siódemek. Natomiast termin majowy okazał się nie najszczęśliwszy. Większość ścian (choć są liczne wyjątki) ma wystawę południową lub południowo-zachodnią, stąd od mniej więcej 12 do 18 panuje tam już w maju nieznośny upał (dość powiedzieć, że nawet w nocy mieliśmy 18-20 st. C). Można szukać ścian o wystawie wschodniej (tych trochę jest) i północnej (raczej nieliczne), ale zazwyczaj jednak sporo do nich trzeba pomaszerować. Podsumowując, najlepiej chyba jechać w marcu-kwietniu i wrześniu-październiku (o ile nie zapowiadają deszczu, bo ponoć potrafi tam popadać).

Dojścia to generalnie od 20 minut (bliskie sektory w rejonie Luminy) do 1,5 godziny (najdalsze zakątki w rejonie Morgiou, np. Cap Morgiou, gdzie są świetne wielowyciągowe trawersy nad samym morzem - 2-3 metry nad wodą).  
Kilkuwyciągowa wspaniała górsko-morska przygoda :-) Po zrobieniu wyciągu 6a na bardzo niepewnej asekuracji do teraz zdecydowanie uważam, że warto było to przeżyć. Z naciskiem na "przeżyc" ;)

Trawers na Cap Morgoiu - 6b, 5 wyciągów Trawers na Cap Morgoiu - 6b, 5 wyciągów Trawers na Cap Morgoiu - 6b, 5 wyciągów

Można oczywiście chodzić też znacznie dłużej - Kalanki są pocięte długą siecią szlaków turystycznych - ale trochę to za daleko, żeby zdążyć się sensownie powspinać. Dlatego chcąc załoić w innych rejonach należy chyba gdzie indziej spać. Podobno w Cassis jest kemping (rok później Regis pojechał i sprawdził - jest!), a zatem można spać tam i dochodzić - głównie do rejonu położonego najbardziej na wschód, który nazywa się En Vau.

Z kolei do rejonów Marseilleveyre i Sormiou warto się dostawać od strony Marsylii (jakiś inny autobus, ale nie wiem, jaki numer), a nie Luminy i - być może - dałoby się również tam znaleźć miejsce do spania na dziko. Nie polecam namiotu - całe Kalanki mają charakter górski, więc niełatwo znaleźć płaskie plateau pod namiot, a jeśli już, to jest ono odsłonięte, co ma tę wadę, że filance mogą Was dopaść, bo w Kalankach biwakować pod namiotem NIE WOLNO (park narodowy).

Wracając do łojenia (bo kurczę ciągle zapominam, że po to tam pojechaliśmy! ;) skała jest wapienna, zazwyczaj dość lita, choć trafia się kruszyzna (warto mieć kask - tam mają wszyscy!) o ŚWIETNYM tarciu. Nawet drogi opisywane jako wyślizgane są w podobnym stanie jak w naszym wapieniu te rzadko łojone! Trochę inny jest typ chwytów niż u nas - ciężko o klasyczną dziurę z klamą, jeśli już jest szufla, to płaska u góry, sporo jest wymyć itp. i ogólnie charakter dróg porównałbym raczej do "Śląskich Dolomitów" (nieużywanej kopalni dolomitu w Bytomiu-Stroszku) niż do Jury. Występują wszystkie typy formacji (płyty, filary, zacięcia, rysy, przewieszki, dachy). Część dróg poprowadzonych połogimi płytami nawet na poziomie 6a+ nie ma już żadnych widocznych chwytów ani stopni (np. droga Terminator w sektorze Le Renard w Morgiou - świetna droga polecam, ale uwaga na asekurację na początku - drugi spit dość wysoko) i stąpa się po wymyciach na tarcie, a trzyma "niczego". Klasyczna ustawieniówka - rewelacja!

Miki na drodze w sektorze "noworocznym" Miki asekuruje Miki w sektorze "noworocznym"

Świetnym aspektem Kalanek są drogi wielowyciągowe. Z racji na wysokość ścian (do 120 m) możliwości jest sporo i zdarzało nam się robić drogi do 6 wyciągów w terenie czwórkowo-szóstkowym. 

Co do asekuracji to zazwyczaj jest bardzo dobra. Dominują spity (nowe Petzla i stare Simonda), jest też trochę ringów. Zazwyczaj co 1,5-2,5 metra jest wpinka i zazwyczaj jest ona tuż PRZED trudnościami, czyli idealnie. Może są wyjątki od tych reguł, ale nieliczne i naprawdę można się tam dużo i bezpiecznie powspinać. Warto jeszcze dodać, że ludzi jest stosunkowo mało, a zjawisko kolejek pod (nielicznymi) drogami wystąpiło raz, w dniu święta narodowego. Wyjazd kosztował nas po ok. 150 euro, ale można taniej, nie oszczędzaliśmy na jedzeniu, raczej mieliśmy ochotę popróbować miejscowych specjałów (nie w restauracjach co prawda, ale już z Geanta jak najbardziej).

Podsumowując, polecam Kalanki wszystkim łojantom (oprócz może superekstremalnych), którzy mają co najmniej dwa tygodnie czasu i ochotę łoić w przepięknych okolicznościach przyrody dobre drogi z dobrą asekuracją.


na końcu Cap Mrgiou Zatoka Morgiou Zatoka Morgiou

zdjęcia: Regis
Strona główna