![]() |
| Regis | Miki |
![]() |
|
Ponieważ
nieraz słyszeliśmy nieco, a nawet trochę więcej o tym
wspinaczkowo-rajskim zakątku postanowiliśmy z Regisem wybrać się
wreszcie do Les Calanques, grupy skalnej (a
właściwie górskiej, ale że położonej nad samym
morzem i
dość
niskiej - do 600 m. wysokości bezwzględnej - to jakoś umysł broni
się przed określeniem "góry") położonej tuż na
południe od Marsylii.
Dojazd
stopem niezbyt nam się powiódł (aż trzy doby), ale za to z
powrotem było rewelacyjnie (niecałe półtorej doby).
Generalnie jednak ciężko mi jednoznacznie polecić stopowanie po
Francji (bo w Niemczech jak zwykle bez problemu).
Na
miejscu spaliśmy pod nawisem skalnym w murze l'Ours kawałek za tzw.
Grotte de l'Ours (Jaskinia Niedźwiedzia), która jednakowoż
nie jest jaskinią, tylko dachem o kilkumetrowym wywieszeniu. Z kolei
pod naszym daszkiem koledzy łojanci z Łodzi pobudowali kilka lat
temu murki skalne wyznaczające dwa miejsca noclegowe na 2 osoby
każde. Namiot przeto niepotrzebny. Mało! Mieliśmy tam luksusy! No by
czyż inaczej można nazwać darmowe:
| sypialnię | łazienkę | czy jadalnię? |
Praktyczne
zagadnienia też nie nastręczały wielkich trudności do wody ok. 40 minut
piechotą (kran na parkingu przy
pętli autobusu nr 21 w Luminy), stamtąd jeszcze 10 minut autobusem
do supermarketu Geant, gdzie jest stosunkowo tanio (ale jednak trochę
drożej niż w Polsce). Patent na wodę jest taki, żeby kupić
baniaki w Geancie i później raz na trzy-cztery dni schodzić
z nimi
do Luminy - i tak robi się dzień restowy. Myśmy mieli 32 litry na dwie
osoby i raczej zawsze
zostawało, a nie brakowało po tych trzech dniach :-)
Przewodnik wspinaczkowy kupiliśmy w centrum Marsylii (nie pamiętam
adresu, ale można
znaleźć go w sieci) za 22 euro, choć oczywiście mieliśmy nieco pecha,
bo pojechaliśmy w maju, a w październiku miało się ukazać nowe,
uaktualnione wydanie. Nasze było jest z 1997 roku. Mapę też
kupiliśmy w centrum, w księgarni z mapami, dwie przecznice od Rue de
Rome na zachód, za 7 euro.
No, ale ja tu o przyziemnościach, a przecież pierwsze powaliły nas widoki!
| Najpierw morza... | ||
| ...a potem skał! | ||
Wspinanie, no tak,
po to w końcu pojechaliśmy! W Kalankach jest
sześć rejonów po kilkanaście sektorów każdy. My
wspinaliśmy się tylko w dwóch: Luminy i Morgiou, i
wystarczyło łojenia na 8 dni wspinaczkowych, a nawet śmiem
twierdzić, ze starczyłoby na trzy razy tyle. W pozostałych
rejonach równie dużo łojenia, więc można spokojnie jechać
nawet na kilka miesięcy ;-)
Zakres
dostępnych trudności kształtuje się na poziomie od 3 do 8b (sporo tak
trudnych dróg) czy nawet 8c (nieliczne drogi). My się
wspinaliśmy na poziomie 5b-6b i takich dróg jest multum.
Równie dużo jest siódemek. Natomiast termin
majowy
okazał się nie najszczęśliwszy. Większość ścian (choć są
liczne wyjątki) ma wystawę południową lub południowo-zachodnią,
stąd od mniej więcej 12 do 18 panuje tam już w maju nieznośny
upał (dość powiedzieć, że nawet w nocy mieliśmy 18-20 st. C).
Można szukać ścian o wystawie wschodniej (tych trochę jest) i
północnej (raczej nieliczne), ale zazwyczaj jednak sporo do
nich trzeba pomaszerować. Podsumowując, najlepiej chyba jechać w
marcu-kwietniu i wrześniu-październiku (o ile nie zapowiadają
deszczu, bo ponoć potrafi tam popadać).
Dojścia
to generalnie od 20 minut (bliskie sektory w rejonie Luminy) do 1,5
godziny (najdalsze zakątki w rejonie Morgiou, np. Cap Morgiou, gdzie są
świetne wielowyciągowe trawersy nad samym morzem - 2-3 metry nad
wodą). Kilkuwyciągowa
wspaniała górsko-morska przygoda :-) Po
zrobieniu wyciągu 6a na bardzo niepewnej asekuracji do teraz
zdecydowanie uważam,
że warto było to przeżyć. Z naciskiem na "przeżyc" ;)
Można
oczywiście chodzić też znacznie dłużej - Kalanki
są pocięte długą siecią szlaków turystycznych - ale
trochę to za daleko, żeby zdążyć się sensownie powspinać.
Dlatego chcąc załoić w innych rejonach należy chyba gdzie
indziej spać. Podobno w Cassis jest kemping (rok później
Regis pojechał i sprawdził - jest!), a zatem można spać
tam i dochodzić - głównie do rejonu położonego
najbardziej na wschód, który nazywa się En Vau.
Z
kolei do rejonów Marseilleveyre i Sormiou warto się dostawać
od strony Marsylii (jakiś inny autobus, ale nie wiem, jaki numer), a
nie Luminy i - być może - dałoby się również tam znaleźć
miejsce do spania na dziko. Nie polecam namiotu - całe Kalanki mają
charakter górski, więc niełatwo znaleźć płaskie plateau
pod namiot, a jeśli już, to jest ono odsłonięte, co ma tę wadę,
że filance mogą Was dopaść, bo w Kalankach biwakować pod
namiotem NIE WOLNO (park narodowy).
Wracając
do łojenia (bo kurczę ciągle zapominam, że po to tam pojechaliśmy! ;)
skała jest wapienna, zazwyczaj dość lita, choć
trafia się kruszyzna (warto mieć kask - tam mają wszyscy!) o
ŚWIETNYM tarciu. Nawet drogi opisywane jako wyślizgane są w
podobnym stanie jak w naszym wapieniu te rzadko łojone! Trochę inny
jest typ chwytów niż u nas - ciężko o klasyczną dziurę z
klamą, jeśli już jest szufla, to płaska u góry, sporo jest
wymyć itp. i ogólnie charakter dróg
porównałbym
raczej do "Śląskich Dolomitów" (nieużywanej
kopalni dolomitu w Bytomiu-Stroszku) niż do Jury. Występują
wszystkie typy formacji (płyty, filary, zacięcia, rysy,
przewieszki, dachy). Część dróg poprowadzonych połogimi
płytami nawet na poziomie 6a+ nie ma już żadnych widocznych
chwytów ani stopni (np. droga Terminator w sektorze Le
Renard
w Morgiou - świetna droga polecam, ale uwaga na asekurację na
początku - drugi spit dość wysoko) i stąpa się po wymyciach na
tarcie, a trzyma "niczego". Klasyczna ustawieniówka -
rewelacja!
Świetnym aspektem Kalanek są drogi wielowyciągowe. Z racji na wysokość ścian (do 120 m) możliwości jest sporo i zdarzało nam się robić drogi do 6 wyciągów w terenie czwórkowo-szóstkowym.
Co
do asekuracji to zazwyczaj jest bardzo dobra. Dominują spity (nowe
Petzla i stare Simonda), jest też trochę ringów. Zazwyczaj
co 1,5-2,5 metra jest wpinka i zazwyczaj jest ona tuż PRZED
trudnościami, czyli idealnie. Może są wyjątki od tych reguł, ale
nieliczne i naprawdę można się tam dużo i bezpiecznie powspinać. Warto
jeszcze dodać, że ludzi jest stosunkowo mało, a zjawisko kolejek
pod (nielicznymi) drogami wystąpiło raz, w dniu święta
narodowego. Wyjazd
kosztował nas po ok. 150 euro, ale można taniej, nie oszczędzaliśmy
na jedzeniu, raczej mieliśmy ochotę popróbować miejscowych
specjałów (nie w restauracjach co prawda, ale już z Geanta
jak
najbardziej).
Podsumowując,
polecam Kalanki wszystkim łojantom (oprócz może
superekstremalnych), którzy mają co najmniej dwa tygodnie
czasu i ochotę łoić w przepięknych okolicznościach przyrody
dobre drogi z dobrą asekuracją.