![]() |
- plaże w okolicach Bastii (piaszczyste, kamieniste, zatłoczone, pustawe?)
Hm... okolice Bastii są mi raczej obce. Byłem tam tylko pierwszego dnia pobytu. Potem tydzień w Ajaccio i ponad dwa tygodnie w górach. A potem znów kilka dni raczej w pobliżu zachodniego i pułudniowego wybrzeża. Z tego co pamiętam, to w samej Bastii są kamienie. Ale takie rzeczy najlepiej sprawdzać w przewodniku. Lonely planet (po angielsku, ok. 80 PLN) do dostania w Krakowie w sklepie wspinaczkowym na ulicy Szujskiego 2, w Łodzi też warto popytać. Zachodnie wybrzeże jest bardziej skaliste i o plaże trudniej, ale w pobliżu nadmoskich miejscowości zazwyczaj są (wyjątek: Porto, co nie znaczy, żę nie warto odwiedzić - jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, konkretnie zatoka, no i niesamowite w kształtach skały w pobliżu)
- możliwość poruszania się (wynajem rowerów lub auta, transport publiczny)
rowerów nie wynajmowaliśmy, auta też nie, więc nie mam pojęcia. Bardzo dobrze chodzi się piechotą po górach :-PPP. Transport publiczny w zaniku. Wszyscy mają samochody - turyści też. Jest jedna trasa kolejowa z Bastii do Ajaccio z jedną odnogą do Calvi - ze 4 tramwajopociągi dziennie, 3h jazdy, drogo. Są jakieś autobusy, trochę częściej i trochę mniej śmieszne, ale jeszcze drożej. Autostop jest trudny, biorą niezbyt chętnie. Ale właściwie tylko tak jeździliśmy. Można się przyzwyczaić. Zresztą zawsze będę polecał tę formę transportu, bo ją uwielbiam.
- tubylcy (podobno ilość kieszonkowców na metr kwadratowy dość duża, jakieś inne "przyjemności"?)
Nic nie słyszałem o kieszonkowcach, wprost przeciwnie, pod kątem bezpieczeństwa kradzieżowego to jest raj. Zostawialiśmy rzeczy na plaży (wszystkie, bo tam mieszkaliśmy, na dziko) na cały dzień (w tym raz portfel, bo zapomniałem zabrać ze sobą) i jedyne co raz zginęło to karimata, bo... wiatr ją zwiał w głąb lądu. Jedyna "przyjemność" to raczej bardzo ograniczona angielszczyzna tubylców, którzy deklarują znajomość, ale jak chcesz pogadać, to jest zdecydowanie mniej różowo. Co i tak jest lepsze niż na kontynencie, gdzie odżegnują się od angielskiego, nawet znając go ("jesteś we Francji - mów po francusku). Ogólnie jednak francuszczyzna, nawet szczątkowa jest bardzo przydatna.
Zagrożeniem mogłyby być jakieś separatystyczne zamachy, ale to wielka rzadkość, poza tym nie dotyczą turystów, tylko najwyżej instytucji rządowych. Musiałbyś mieć kosmicznego pecha, powiedzmy, porównywalnego z trafieniem na trzęsienie ziemi w Polsce.
- knajpy, puby
W Bastii nie znam żadnych. W Ajaccio jeden, ale marny. Tam się nie spędza wieczorów w pubach, tylko w knajpach przy i na plaży. Nawet nie najgorsze, tylko ja nie lubię takiego życia, więc więcej się nie dowiesz.
- możliwość zakupienia wyżery (jakieś większe supermarkety?) i ogólnie jaka kuchnia (ryby, owoce morza, sery..)
Z marketów najtańszy i najlepiej zaopatrzony jest Carrefour (w Ajaccio na pewno, w Bastii prawie na pewno - na wylocie z miasta w stronę południową). Poza tym można znieść ceny w Casino i jeszcze jeden (nazwy nie pamiętam, ale to wyczerpuje listę, więc poznasz). W małych sklepach (boulangerie) warto kupować pieczywo - najświeższe, najlepsze i nie droższe niż w marketach. Restauracje drogo, nie jadałem. Sery jak w całej Francji - WYPAS, no i oczywiście majonez - to jest poezja :))