![]() |
|
Rano pozwiedzaliśmy Teresę (w sumie nic ciekawego) i zatankowawszy
dumnie pół litra bezołowiowej do maszynki (przy czym pracownik stacji naprawdę
patrzył na nas jak na gości niespełna rozumu) ruszyliśmy stopować.
Opornie szło, oj opornie! Dość powiedzieć, że do odległego o około 200 km Orgosolo, które Mały (oczywiście!) wypatrzył jako kolejną atrakcję do obejrzenia, przyjechaliśmy pod wieczór. W Orgosolo „murales” faktycznie ciekawe, więc nastrzelaliśmy fotek, ale jako ze miasteczko jest w głębi lądu, więc okazało się, że nie bardzo jest gdzie spać. Trzeba więc było – mimo późnej pory – podążać dalej. Wyszliśmy łapać i – od czegóż nasze szczęście – złapaliśmy gościa, który nie tylko zawiózł nas do pobliskiej (acz bynajmniej nie nadmorskiej) Mamoiady, ale też: 1. podjął nas kolacją 2. zaproponował nocleg w swojej pracowni (był rzeźbiarzem wyrabiającym dość straszliwie wyglądające ludowe maski zwane mamutones) 3. nazajutrz zabrał nas na doroczny festyn, który akurat tego dnia (!) się w Mamoiadzie odbywał. |
|
| Tryptyk śródziemnomorski 2001: | Poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | Następna |