Moje wyprawy na przestrzeni dziejów - Alleluja i do przodu!



Pozwalam sobie zamieścić pytania nadesłane przez wniliwego czytelnika i odpowiedzi sklecone przeze mnie ;)



Sprzęt potrzebny na wyjazd – proszę zaznacz, co wziąć z Polski, co jest sens kupić w Mendozie, a co wypożyczyć.

Raki, kije teleskopowe, bardzo cieple ubranie (kilka warstw). W Mendozie nic nie kupowałem, więc nie znam cen. Wypożyczać też nic nie musiałem, więc musisz się sam zorientować, czego ci brakuje i jak to zdobyć.
Jeśli droga inna niż normalna, to oczywiście konieczny jest pełny sprzęt do wspinaczki zimowej.

Ubrania bez których się nie wybierać
Skorupy (lekko za duże), kilka par ciepłych skarpet, kurtka puchowa, polary, goretex, dwie (a nawet trzy) pary rękawic (różnych grubości), okulary lodowcowe (absolutnie niezbędne!!!), windstopper (stosunkowo najmniej szkodliwy będzie brak winstoppera).

Szczepienia: jeśli tak to jakie ?
Szczęśliwie żadne (nic tam nie kąsa, ani po drodze, ani na miejscu), chyba że MSZ ogłosi, że w Chile lub Argentynie jest – odpukać – jakaś epidemia.

Jak dotrzeć z Santiago de Chile do Mendozy ? Są jakieś busy?  Ile czasu jadą?
Najlepiej nocny autobus z dworca autobusowego niedaleko Estacion Central, na który dowiezie was autobus z lotniska. Autobus Santiago – Mendoza jedzie ok. 8 godzin (wyjazd był o godz. 22, na miejscu po 6 rano).

Czy da się wykupić zezwolenia taniej niż 300 USD ? Zależy od np. sezonu czy to nie ma znaczenia?
Poza sezonem jest taniej, ale nawet nie wiem, czy 300 USD w "high season" jest jeszcze aktualne. Najlepiej sprawdzić aktualne informacje Parku Narodowego Aconcagua

Jak rozwiązaliście kwestię bagażu: główny mułami z Mendozy do  4350m, a z podręcznym na piechotę. A potem jak ? Przepakowanie i główny zostawiliście aż do zejścia ze szczytu – gdzie, u kogo ? Czy też targa się do Nido de Condores / wyżej chyba nie ?
"główny mułami z Mendozy do  4350m, a z podręcznym na piechotę" – dokładnie tak.
Pojechaliśmy we czterech. W Plaza de Mulas zostawiliśmy rozbite dwa większe namioty (w tych namiotach zostały rzeczy - nikt nie powinien ich ruszyć) - dwa mniejsze zabraliśmy na wyższe obozy. Dobre rozwiązanie, ale każdy uczestnik musi jechać ze swoim namiotem. Jeśli nie ma takiej możliwości, bagaże przechowają wam mulnicy w swoim namiocie-magazynie (zresztą nawet mając namioty w bazie możecie spokojnie o to poprosić) . My korzystaliśmy z usług www.lanko.com.ar  polecam (nie trzeba nic załatwiać przez sieć - wszystko dogadujesz i płacisz na miejscu w Los Penitentes (miejscowość przy szosie Santiago - Mendoza, blisko wejścia do parku). Kupcie od razu transport mułami na drogę powrotną (odpowiednio mniej kilogramów, bo zjecie to i owo;) macie z tego tytułu chyba 50% zniżki na transport powrotny.

Plecaki: stawiam, że każdy miał 2: mniejszy i większy: jakie litraże jest sens brać ? 
Dobrze stawiasz. Ja miałem 80 + 40 litrów. Ale wszystko zależy, co ze sobą zabierzesz. Zgromadź rzeczy, które chcesz zabrać. Następnie wyrzuć połowę. Resztę spróbuj spakować w dwa plecaki. :p
A serio: naprawdę musisz sam zobaczyć, ile ci wyszło bagażu. Aczkolwiek biorąc żarcie na dwa tygodnie poniżej 110 litrów ciężko ci będzie zejść...
 
Hasło depozyt – oznacza bagaż jak mniemam ? Ktoś tam tego pilnuje ?
"Depozyt" to pojęcie wysokogórsko-wspinaczkowe. Wchodzisz do jakiejś wysokości i porzucasz tam jakieś rzeczy (głównie żarcie, może też namiot) pod kupą kamieni po to, żeby idąc ponownie z dołu, iść na lekko, a zatem znacznie szybciej i dalej (a zejść na dół powinieneś, bo proces aklimatyzacji polega w ogromnym skrócie na tym, że wchodzisz na jakąś wysokość, tam spisz, nazajutrz - jeśli masz siłę - wchodzisz np. 500 metrów wyżej, zostawiasz depozyt, a potem schodzisz do bazy i np. dwa dni odpoczywasz przed atakiem szczytowym) oczywiście nikt tego nie pilnuje, ważne tylko, żeby dobrze przywalić kamieniami, żeby wiatr nie zwiał. Nam ktoś zabrał nasz depozyt w Berlinie, bo zostawiłem go (świadomie i z bólem serca) w nieodpowiednim miejscu (takim, gdzie ludzie zostawiają niepotrzebne im już jedzenie) i nie miałem czym napisać "private - do not take" - w całym obozie nikt nie miał ołówka.
Zatem akurat w szopach w Berlinie lepiej depozytu nie zostawiać, a gdzie indziej spoko - nikt nie weźmie. Kwestią dyskusyjną jest, czy zostawiać depozyt w rozbitym namiocie - my tak zrobiliśmy na Nido de Condores i mieliśmy fart, bo nie było silnych wiatrów, ale gdyby były, to mogliśmy już nie zobaczyć ani depozytu, ani namiotu.

Firma Lanko: co u nich wykupiliście? Przejazdy / posiłki?
Transport bagażu mułami. W cenie było korzystanie z namiotu wspólnego w Plaza de Mulas, ale tylko w zakresie dowolnego przebywania w nim. Gotowanie na własny rachunek, posiłki tym bardziej. W bazie można się żywić, ale jest to cholernie drogie (jedyny obiad, na który się szarpnęliśmy  po szczytowaniu nas kosztował 14 USD od osoby - jedno danie plus piwo/cola).

Może wiesz: czy Dexamethason to jest coś jak Diamox ?    
To różnego typu leki, ale o podobnym działaniu. Dexamethason występuje w tabletkach i podaje się go przy lekkich objawach choroby wysokościowej (ja sobie zaserwowałem na oddech Cheyne-Stokesa), a Diamox (w Polsce pod nazwą Diuramid) jest podawany w zastrzykach i daje się go w razie zaawansowanych objawów choroby wysokościowej domięśniowo (warto nauczyć się zrobić zastrzyk w pośladek) i jak najszybciej sprowadza się go możliwie nisko (np. 800 metrów, a jak się da, to i 1500), bo po kilku godzinach delikwent pada i śpi kilkanaście godzin, więc wtedy musi już być co najmniej na wysokości, na której wcześniej czuł się w miarę dobrze, a najlepiej jeszcze niżej.
 
Kijki teleskopowe: znaczy trekkingowe normalne / inne?
Nie wiem, co rozumiesz przez "normalne". Kije teleskopowe to takie:
http://www.8a.pl/index.php?kat=1&podkat=31
Oni je nawet nazwali trekkingowymi :)
 
Czy w Mendozie są sklepy ze sprzętem? – kalkuluję czy lepiej kupić w Polsce czy na miejscu. A może w ogóle w Chile? - tam chyba taniej niż w Argentynie?
Nie wiem, czy są w Mendozie - byliśmy tam w sumie ze dwie godziny, kupiliśmy pozwolenie szczytowe i pojechaliśmy. Generalnie ODRADZAM wybranie się bez sprzętu, bo może się okazać, że na miejscu nie dostaniesz tego, czego potrzebujesz i albo wrócisz nie próbując nawet zdobyć szczytu albo spróbujesz zdobyć i drogo (oby nie życiem!) zapłacisz za brak sprzętu.
Jeśli się uprzesz na zakup tam, to Argentyna jest (była) generalnie tańsza niż Chile (jakieś 20%?), ale nie mam pojęcia, jak to się ma do cen sprzętu. Pojechałem z własnym i to samo radzę każdemu, kto się będzie gdziekolwiek wybierał z planem akcji górskiej a nie "sklepowej" ;)
Podam jeszcze przykład: kości DMM (wspinaczkowy sprzęt walijskiego producenta) najdroższe ze wszystkich krajów, w których je widziałem są w... Wielkiej Brytanii. Więc warto uważać ;)
 
Skorupy: sporo czytam teraz relacji z wyjazdów na Aconcagua i w paru wyczytałem, ze można by bez skorup. Ja mam butki Meindl: Meindl. Myślisz, że można zaryzykować w nich czy się odmrożę?
Ja nie wziąłem skorup, tylko Chiruca Nepal . I pewien bardzo doświadczony wspinacz spotkany na miejscu (Polak) pożyczył mi swoje skorupy (oddałem mu już w Polsce), bo powiedział, że nie chce mnie spotkać następnym razem bez palców u stóp ;)
Mimo że miałem świetną pogodę na ataku szczytowym (w nocy -20 stopni, w dzień około -2 st., zero wiatru, oprócz jednego krótkiego wietrznego trawersu), to i tak stopy zmarzły mi solidnie. Więc mocno doradzam skorupy. Aha, koniecznie lekko za duże (żeby po włożeniu grubej skarpety/ skarpet nie czuć żadnego ucisku!), bo w za ciasnych i tak się odmrozisz (nie z zimna jako takiego, tylko z braku przepływu krwi).
 
Raki: zwykłe – tzn. tanie jakieś pasujące do butów czy jakieś specjalne? Podobno da się przyczepić raki typu paskowego. Potrzebne są podkładki śnieżne?
Raki jakie masz. Mogą być paskowe, bylebyś dobrze je zapiął. Paskowe mają tę wadę, że znacznie bardziej męczące jest ich zakładanie i zdejmowanie, co przy ogólnym zmęczeniu wysokością i przemrożeniu rąk ma niebagatelne znaczenie (zwłaszcza, że trzeba mieć sporo wprawy, żeby ubrać się w paskowe raki nie zdejmując rękawiczek!). Automaty są chyba niewiele droższe i znacznie wygodniejsze. natomiast nie do każdego rodzaju butów pasują, aczkolwiek do skorup oczywiście tak :p
 
Skarpety: wełna / bawełna / coolmaxy?
Nie bawełna, bo nasiąka i przestaje chronić przed zimnem. Wełna – nie wiem. Coolmaxy – nie znam. Generalnie raczej coś sztucznego i specjalistycznego (ja mam Mico, sprawdziły się).
 
Kurtka puchowa / gore-tex - jakieś specjalne wytyczne? Nie mam ani jednego ani drugiego (mam tylko cieniznę z Campusa: vaportex z nylonu i poliestru) więc zastanawiam się co lepsze.
Niestety jedno i drugie. puch na zimno, na wierzch luźniejszy goretex, żeby puch nie zamókł. Zresztą puch przydaje się w każdych okolicznościach, choćby do spania. Ale jeśli naprawdę nie stać Cię na wszystko, to EWENTUALNIE zrezygnuj z puchu. Goretex jest NIEZBĘDNY!
 
Polary: mam 300 polartec i totalna cieniznę z campusa, o dziwo mam windstoppera – wystarczy czy coś więcej.
Jeśli będziesz miał kurtkę puchową (i goretex!), to wystarczy spokojnie. Jeśli nie będziesz miał, pomyśl o jeszcze jednym - grubym i luźnym - polarze. Windstopper jest stosunkowo mało przydatny (chyba ze na ciepłe ale wietrzne dni), bo jego rolę z powodzeniem pełni goretex.
Nie pytasz o spodnie, tymczasem to niemal równie ważne jak buty. Ja miałem spodnie z polaru, na to windstopperowe, a jak zanosiło się na głeboki śnieg lub dupozjazd, to na to wszystko jeszcze gore. Taki zestaw powinien wystarczyć.
 
Rękawice: jakieś konkretne sugestie, czytałem też coś o łapawicach?
Koniecznie co najmniej dwie pary (sugeruję trzy): jedne cienkie, dobrze przylegające (do manipulacji wymagających precyzji - cienki polar?), drugie grube z goretexem. Pośrednie z windstoppera nie zaszkodzą :p
Te z goretexem mogą być zarazem łapawicami, niektórzy twierdzą, że w łapawicach jest cieplej, co jest logiczne. Mnie wystarczyły palczaste narciarskie (z gore) plus windstopper plus cienki polar. Nigdy nie założyłem trzech par naraz, natomiast dwie (w różnych konfiguracjach) – owszem. Rękawice dobrze połączyć trokiem i przewlekać go przez rękawy, bo inaczej łatwo je zgubić. I to jest jeszcze jeden powód, dla którego warto wziąć trzy pary, a nawet więcej: jeśli któreś zgubisz, to masz niemal pewne odmrożenia, mając tylko dwie pary lub (o zgrozo!) jedną.
 
Okulary lodowcowe - to zupełna abstrakcja jak dla mnie – gdzie to kupić? Za przystępna cenę oczywiście. Może w ogóle masz jakiś sklep, gdzie się warto zaopatrywać? Jestem z Warszawy, ale jak można zaoszczędzić to się przejadę gdzieś.
Warszawa to niezły adres, aczkolwiek najtaniej jest (chyba) w Krakowie. No i oczywiście w sieci. Ja mam dobre doświadczenia z www.8a.pl . Jeśli byś się wybierał do Krakowa, to służę adresami czterech b. dobrych sklepów w niewielkiej odległości od siebie: Szewska 23, Szujskiego 2, Sienna 15 (Polar Sport) i Zyblikiewicza (MAX)
Warszawskich (oprócz Mariensztatu) nie znam.
Okulary lodowcowe są ABSOLUTNIE NIEZBĘDNE! Musisz zapytać o takie, które są przeznaczone do wypraw w góry wysokie (wysoki filtr UV, ale liczb nie bardzo pamiętam, zdaje się, że IV i V stopień ochrony wchodzą w grę), natomiast sam musisz zadbać, żeby IDEALNIE przylegały do twarzy (po to są te okładziny ze skóry). Ja miałem milimetrową (!) szczelinę pod oczami i nabawiłem się (na szczęście krótkotrwałej) ślepoty śnieżnej! A spotkałem gościa, który od trzech dni nic nie widział i - będąc sam w namiocie - robił kupę do garnka :/
Ale fakt że szedł przez pół godziny po lodowcu zupełnie bez okularów. Nie warto się od niego uczyć ;)
 
Co zabrać na wyjście na szczyt z Plaza de Mulas? W sensie ubranie / sprzęt, ile żarcia?
To zależy od taktyki zdobywania szczytu. Musisz policzyć, ile czasu Ci to zajmie i sam to wymyślić. A najlepiej podczas wyjść aklimatyzacyjnych wynieść depozyt z jedzeniem i rezerwowym ubraniem, wtedy masz komfort. Na sam atak szczytowy (z Berlina, nie z Plaza de Mulas!) pełne termosy (minimum dwa litry na osobę) i żarcie na 1 dzień plus jakieś rzeczy energetyczne (batony, żele). W tych warunkach taka ilość starczy w razie potrzeby i na trzy dni ;)
Oczywiście na atak szczytowy komplet ubrań - to wtedy mogą najbardziej się przydać!
 
Żarcie: jest sens targać z Polski puszki czy kupić w Chile i z tym do Mendozy?
Ani jedno ani drugie. Najlepiej kupić w Argentynie, bo ani do Chile ani do Argentyny nie wolno wwozić żywności. Suche zupki i hermetycznie zamknięte puszki nam przepuścili, ale równie dobrze mogli zabrać, więc po co płacić za nadbagaż w samolocie? ;)
Myślę, że właśnie żarcie (a nie sprzęt) spokojnie kupisz w Mendozie. No, zupek chińskich pewnie nie dostaniesz, więc - jeśli lubisz - weź z Polski. I ewentualnie kaszki mleczno-ryżowe dla niemowląt - dużo energii i mało napychania brzucha (w górach wysokich generalnie BARDZO nie chce się jeść). Z kaszkami trzeba uważać - na dużych wysokościach torebka może pęknąć (od wewnętrznego ciśnienia), więc najlepiej je delikatnie przekłuć i wziąć w dodatkowym worku foliowym. Albo przesypać w coś (kumpel miał duże "dilerki"), skąd wyciśniesz powietrze.
 
Sprzęt do gotowania: do tej pory tego nie musiałem mieć, co potrzeba?
Wbrew najczęściej spotykanej opinii nam lepiej sprawdzała maszynka gazowa niż benzynowa. Kartusz z gazem warto przed próbą rozpalenia na dużych wysokościach potrzymać w śpiworze (najlepiej po prostu z nim spać). Gazu nie wolno brać do samolotu, ale można spokojnie go kupić w Santiago. Natomiast benzynówka też ma swoje zalety: spokojnie działa jeszcze w bazie, a jest znacznie tańsza w eksploatacji. Myśmy mieli jedną taką i jedną taką.
 
Namiot i karimata: proszę o sugestie, nie mam bladego pojęcia
Namiot ma być mocny, wytrzymały na wiatry, najlepiej kopułka ekspedycyjna; niedroga i dobra jest np. ta: (namiot ekspedycyjny)
Karimata: wg własnego wyboru. Ja miałem therm-a-rest i mi się popsuł, choć oczywiście śpi się na nim znacznie wygodniej niż na piankowej. Ale jest ryzyko, że zostaniesz bez karimaty. Jeśli piankowa, to dobrej jakości (np. karrimor), żeby dobrze chroniła przed zimnem.
 
Ciężar plecaków: mieliście z tym problemy w trakcie przelotów?
Nie mieliśmy kłopotów, pąkowaliśmy się tak długo i pieczołowicie, aż plecaki ważyły dokładnie tyle, ile mogły. Dobry patent na zważenie plecaka to wejście na wagę domową z nim i bez niego (sam plecak ciężko zważyć). Oczywiście są i inne patenty, np. upychanie ciężkich rzeczy po kieszeniach przed oddaniem bagażu do luku, ale przy obecnych kontrolach antyterrorystycznych może się to nie udać.
 
Lanko: już ich sprawdzałem i w porównaniu do innych maja niezłe ceny. Jeszcze zobaczę, co się od nich weźmie.
Nam się sprawdzili, o ile coś się nie zmieniło (zawsze jest taka możliwość), to są wiarygodni, a to najważniejsze. Cen u innych nie znam, ale skoro sam twierdzisz, że są nieźli, to super.
 
http://wyprawy.net/?id=wykaz&skin=01: coś byś z tej listy wywalił / dodał?
@lista: na Aconcagua – droga normalna – czekan jest niepotrzebny, natomiast buty "jak na zimowy wyjazd w Tatry" to bzdura. Zresztą o butach już pisałem.
Uprząż, karabinki i inny sprzęt wspinaczkowy na drodze normalnej są niepotrzebne. Na innych drogach – owszem, ale przy niewielkim doświadczeniu górskim szczerze odradzam jakąkolwiek inną drogę.
Bardzo ważny jest b. dobry śpiwór. W zasadzie im niższe ma optimum tym lepiej, ale trzeba to wyważyć w świetle jego masy i objętości. Puch lepiej izoluje, ale w razie zawilgocenia nie izoluje prawie wcale, natomiast jest znacznie lżejszy i bardziej ściśliwy niż sztuczne izolatory. Z kolei sztuczne wypełnienia termiczne nawet jak się zamoczą, nadal grzeją. No i są tańsze. Wybór należy do wyborcy ;)
  
W początkowej wersji planowaliśmy połączyć Machu Picchu + Aconcagua, ale ze względu na czas i koszty chyba nie da rady. Najbardziej pasowałoby mi pojechać listopad/grudzień, ale jeśli wejście dla amatora (mowa o mnie :-) ) jest lepsze w innym terminie to też podpowiedz.
Najlepiej jechać w styczniu. Ale też najdrożej. Listopad – pierwsza połowa grudnia (nieco taniej) to w Andach późna wiosna i nie mam pojęcia, jaka może być pogoda, ale na pewno statystycznie gorsza niż w styczniu czy na początku lutego. Bez doświadczenia wysokogórskiego radziłbym trzymać się "high season" (styczeń) aczkolwiek oznacza to tłumy towarzyszy na szlaku. Więc znów coś za coś.
   
Jeśli uważasz, że po zadaniu w/w pytań ten wyjazd może mnie zabić to daj znać.
Zabić - nie, ale moim zdaniem nie powinieneś absolutnie jechać sam. W zespole powinna być co najmniej jedna bardziej doświadczona osoba (mająca pojęcie o zagrożeniu lawinowym, chorobie wysokościowej, etc.). Ale minimum dwie osoby myślące (homo SAPIENS) o niewielkim doświadczeniu też mają szansę, natomiast powinny doskonale się przygotować teoretycznie (sieć!) i bacznie nastawiać uszu w bazie i słuchać, co mają do powiedzenia strażnicy parku i inni - najlepiej o potwierdzonym doświadczeniu - wspinacze.   


Aconcagua - relacja

Strona głowna