![]() |
26.01.2004
Nazajutrz zaplanowaliśmy zejście do Los Penitentes, a jeszcze tego dnia zjedliśmy pierwszy od dwóch tygodni normalny posiłek: kurczak z ziemniakami w sosie i piwo. W sumie po targach zapłaciliśmy po 14 dolarów od osoby. Zdzierstwo...
27.01.2004
Droga
do Confluencii była długa i męcząca, a Rio Horcones jakby
rzeczywiście trochę wezbrana, ale i tak kilka razy bez większego
trudu ją przeskoczyliśmy. Wreszcie w Confluencii spojrzeliśmy na
Żywioł. Tam, gdzie przedtem była ścieżka tym razem przewalała
się rycząca spieniona woda o barwie kawy z niewielkim mlekiem. Ale
most wciąż było widać! Zeszliśmy do wąwozu i przeprawiliśmy
się brodząc w butach w wodzie po uda. Nurt okazał się silny, ale
przy pomocy kijów teleskopowych wcale nie było tru8dno
przejść! Czemu chcieli nas z takiego powodu zatrzymać w bazie?!
Potem
było już tylko nudne „nabijanie kilometrów” do bram
Parku, ból stóp i pleców, aż wreszcie koniec.
Oddaliśmy swoje worki ze śmieciami (ich ewentualna utrata
kosztowałaby nas 100 dolarów) i grzecznie, albo raczej
bezsilnie, poczekaliśmy aż Osualdo z firmy Lanko przyjedzie po nas
autem. Następnie wsunęliśmy obiad w knajpie (dla odmiany po 4
dolary od osoby), by zaraz potem
wskoczyć pod pierwszy od dwóch
tygodni PRYSZNIC. Nareszcie...
28.01.2004 – 2.02.2004
wróciliśmy do Santiago, gdzie odwiedziliśmy jeszcze ponoć
największy na świecie pchli targ. Noc spędziliśmy w schronisku u
Scotta zwanym też SCS Habitat na San Vincente 1157 róg Av.
Ramon Sobercaseaux. Polecamy je serdecznie, atmosfera wspaniała, a
ceny niewygórowane (w przeliczeniu ok. 7 USD za nocleg ze
śniadaniem). Schronisko jest naprawdę kultowe, więc z żalem
udaliśmy się 1.02 na lotnisko, skąd nasz Airbus zabrał nas ku
zimie...
Aconcagua okazał się przy dobrej pogodzie nie być specjalnie trudnym do zdobycia szczytem. Największy kłopot sprawiła nam znaczna wysokość nad poziomem morza i związane z nią niedotlenienie. Nawet dla dobrze zaaklimatyzowanej osoby, która spędziła kilka dni w bazie, a potem nocowała w kolejnych obozach, atak szczytowy to znaczny wysiłek. Trzeba jednak podkreślić, że nie jest to góra wyłącznie dla zaawansowanych alpinistów, bo w zasadzie każdy człowiek o dobrej kondycji i, powiedzmy, alpejskim doświadczeniu trekkingowym może się z nią zmierzyć. Czy z sukcesem? To zależy od wielu czynników, a najważniejsze z nich to pogoda i zdolność aklimatyzacyjna organizmu. Dodam jeszcze z myślą o naszych potencjalnych następcach, że koszt całej wyprawy wyniósł w naszym przypadku ok. 6500 PLN od osoby, z czego nieco ponad połowę stanowiła cena biletu lotniczego z Warszawy do Santiago.
![]() |
| Aconcagua 2004: | Poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | Strona główna |