![]() |
14.01.2004
Rano zważyliśmy bagaże przeznaczone do transportu mułami do bazy na 4350 m (wyszło tego od 4 osób 98 kg) i zostawiliśmy je naszym mulnikom, którzy byli tak mili, ze podwieźli nas do granicy Parku Aconcagua (2850). Stamtąd ruszyliśmy ku pierwszemu obozowi na trasie – Campo Confluencia. Droga wiodła dnem doliny Quebrada de Los Horcones wzdłuż rdzawej Rio Horcones, którą trzeba było dwa razy przekroczyć (były mostki). Po 3 godzinach, ku naszemu zaskoczeniu (że tak wcześnie) dostrzegliśmy namioty obozu Confluencia. Było jeszcze wcześnie, więc postanowiliśmy iść dalej do położonego (wg aktualnej ulotki wydanej przez Parque Provincial Aconcagua) niecałe 200 metrów wyżej Confluencia Superior (górny). Na miejscu okazało się jednak, że żadnego obozu tam nie ma! Nie chcąc się cofać, postanowiliśmy rozbić namioty w zacisznej i osłoniętej przed wzrokiem niepowołanych dolince (w Parku nie wolno biwakować „na dziko”). Nie było tam jednak ani kropli wody, więc byliśmy zmuszeni pójść po nią we dwójkę z Dudim z powrotem do Confluencia Inferior. Od godz. 16 do wieczora się byczyliśmy, a w nocy była całkiem solidna burza.
![]() |
![]() |
|
15.01.2004
Wstaliśmy o 7.00 i po 1,5 godziny ruszyliśmy dalej monotonnym szlakiem prowadzącym dnem bardzo szerokiej U-kształtnej doliny Horcones, przekraczając co jakiś czas rzekę (już bez mostków). Pogoda była nieszczególna, co chwilę sypał śnieg i wiał dość nieprzyjemny wiatr. Na szczęście w plecy. Inna sprawa, że szło się całkiem miło, zwłaszcza wiedząc z relacji innych osób, że na tym odcinku bardzo często doskwiera upał. Nam było raczej chłodno.
Tuż przed ostatnim podejściem (300 stromych metrów przewyższenia, aby dostać się na morenę) dopadła nas burza i końcówkę robiliśmy w paskudnej pogodzie, by w odstępach kilkudziesięciominutowych zameldować się między 15.15 a 18 w Plaza de Mulas. Tu w namiocie-stołówce naszej kompanii mułów (możemy szczerze polecić: www.lanko.com.ar) spotkaliśmy Jacka Telera z ekipą z Polski! Przegadaliśmy wieczór i o 23.30 poszliśmy spać.
16.01.2004
Dzień bazowy. Jedzenie, dużo płynów (zalecane 4-5 litrów dziennie), brydż. Poza tym wszyscy odwiedziliśmy lekarza (którego usługi Park zapewnia za darmo) w celu przebadania poziomu natlenienia krwi. Wyniki dość rozbieżne, od 85% (bardzo dobry na tym etapie aklimatyzacji) do 72% (słaby, zalecany odpoczynek).
![]() |
![]() |
![]() |
| Cerro Cuerno - jeden z piękniejszych szczytów w okolicy |
Śniegi pokutne, czyli penitenty |
|
![]() |
![]() |
![]() |
| Zachodnia ściana Aconcagua z Plaza de Mulas |
Południowo zachodnia grań Aconcagua z Doliny Horcones |
|
17.01.2004
Dzień bazowy. Mimo to wybraliśmy się z Dudim na małą wycieczkę aklimatyzacyjną w kierunku kolejnych obozów. Dudi dotarł do ok. 4820 (no, Mont Blanc przeskoczony!), a ja na 5220. Czasy przejścia całkiem niezłe, samopoczucie też. Wieczorem nadeszła jednak zła wiadomość. 19 i 20 stycznia ma być ostre załamanie pogody – minus 40ºC na 6000 m i wiatr 150 km/h. W związku z tym postanowiliśmy nazajutrz pójść się aklimatyzować na Nido de Condores (drugi obóz, ok. 5500) i tam spać, następnego dnia zaś zejść z powrotem do bazy zostawiając na górze depozyt.
| Aconcagua 2004: | Poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | Następna |