Moje wyprawy na przestrzeni dziejów - Alleluja i do przodu!

Łódź - Poznań - Wrocław 2003
samotna wyprawa rowerowa, 5 dni 565 km
uczestnicy:

Miki
Miki


Wstęp 
 
Wiele lat minęło, odkąd ostatni raz wypuściłem się na dłużej na rower. Przyczyn było kilka, ale dwie najważniejsze to ta, że w ostatnich latach postawiłem na wspinaczkę oraz ta, że na rower nie bardzo miałem z kim pojechać. Nadeszła jednak wyjątkowo późna Wielkanoc roku 2003, kiedy nagle i bez żadnego planowania doszedłem do wniosku, że pora ten stan rzeczy zmienić. W lany poniedziałek przed południem spakowałem bety i – dokładnie o godz. 14 – ruszyłem na zachód.


Dzień 1.
21 kwietnia (poniedziałek)
Łódź – Lutomiersk – Kałów – Poddębice – Turek – Konin - Gosławice, 128 km  Rozlewiska w Nadwarciańskim Parku Krajobrazowym
 
Mieszkając w tamtym czasie na Retkinii do granic miasta miałem niedaleko, więc już po kilku chwilach rozkoszowałem się słońcem, ciepłem i podmiejskimi krajobrazami. Trochę się martwiłem, żeby w jakiejś wsi dowcipnisie nie zrobili mi prysznica, ale postanowiłem zaryzykować. Pierwszy odcinek to bardzo  boczne drogi z dziwnymi nazwami miejscowości, gdzie Praga, Niewiesz czy Kałów umilały mi czas. Od Poddębic zrobił się większy ruch, ale za to po drodze miałem atrakcję w postaci zamku w Uniejowie, który sobie obejrzałem od zewnątrz. Wewnątrz był hotel. 
 
Stamtąd jeszcze główniejszą drogą przez Turek i Tuliszków podążyłem do Konina. W mieście byłem już nielicho zmęczony, na liczniku dobrze ponad stówa, a że przy tym robiło się późno (chyba przed 19 było), więc zacząłem szukać schroniska PTSM, których wykaz miałem przy sobie. Niestety, zapytani ludzie nawet nie wiedzieli, gdzie Klasztor w Lądziejest dzielnica, o którą pytam, nie mówiąc już o ulicy! W końcu ktoś mi doradził jechać daleko na północ – tak daleko aż wyjadę z miasta, a potem ponownie do niego wjadę. To już była jakaś wskazówka. Totalnie zmordowany znalazłem ok. 20 poszukiwany obiekt schroniska... zamknięty! Krata, brak reakcji na dzwonek, itepe. No nieźle, myślę, zwłaszcza, że nie wziąłem ze sobą namiotu („po co namiot, skoro zamierzam spać w miastach?” :p).
 
Wygrzebałem z mojego wykazu numer telefonu do schroniska i dzwonię. Wreszcie – po czymś, co mogło być wiecznością – ktoś odebrał i powiedział, że skoro potrzebuję noclegu, to on zaraz przyjdzie i mi otworzy. Uff...
 
Jak się można łatwo domyśleć, byłem jedynym gościem, więc rozrywek za dużo na wieczór nie miałem. Może to i lepiej, bo byłem wykończony. Prysznic i spać.Orzechowo
 


Dzień 2.
22 kwietnia (wtorek)
Gosławice – Konin – Ląd – Orzechowo – Środa Wlkp. – (pociąg) – Poznań, 123 km
 
Dzień wstał znów piękny, więc pognałem w dal. Trochę mi przeszkadzał północno-zachodni wiatr, ale dopóki jechałem na południowy zachód nie było źle. Przez wielkopolskie pagórki i piękne okolice Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego pomykałem sobie pełen radochy z powrotu na łono dwóch kółek. Obejrzałem (z zewnątrz) klasztor w Lądzie, pozachwycałem zakolami Warty i już byłem w Orzechowie – moich rodzinnych stronach. To znaczy, Orzechowskie Zakłądy Przemysłu Sklejekprzypuszczam, że rodzinnych, bo nikt z mojej rodziny nie był pewien, z którego Orzechowa pochodzimy. A ponoć są ich w Polsce trzy. 
 
To Orzechowo w każdym razie przypadło mi do gustu, choć w sumie dziura jakich wiele, ale w końcu to Orzechowo! ;) Parę sympatycznych fotek też się udało zrobić i popędziłem dalej. A dalej droga skręcała coraz bardziej ku północy, a ja miałem wiatr coraz bardziej w twarz. Na dodatek jego siłą wyraźnie wzrastała. Na drodze nr 42, którą zamierzałem dojechać do Poznania wiało już tak mocno, ze stwierdziłem, że nie ma sensu się zarzynać i w Środzie Wlkp. wsiadłem w pociąg, tym samym rezygnując ze zwiedzania Kórnika.
 
W Poznaniu było znowu pięknie, a bardzo miły Pan w schronisku pozwolił mi wrócić, o której chcę (mimo ze schroniska PTSM teoretycznie zamykają się o 22 i znam takie, które tę regułę ściśle przestrzegają). Pojeździłem sobie do woli po mieście, zostawiwszy rower w schronisku posiedziałem w knajpce przy jakimś piwku, posprawdzałem maile... Tak, samotne wypady – mimo powrotu na łono dwóch kółek – nie są tym, co tygryski lubią najbardziej...


Łódź - Poznań - Wrocław 2003:
1 2
Następna